poniedziałek, 4 lutego 2013

III cz. Imagin z Larry'm

Miłość Kwitnie, a My z Nią
Podaliśmy deser.
Louis popatrzył na mnie. Zostało już niewiele czasu. Rodzice pewnie zaraz wyjdą.
Postanowiłem zebrać się w sobie : 'Teraz, albo nigdy' Pomyślałem. Wstałem więc. Lou zrobił to
samo.
-Drodzy rodzice. -Powiedzieliśy razem.

-Chcielibyśmy wam coś powiedzieć.- Ich przestraszone miny mówiły same za siebie.

-A więc ja i Louis jesteśmy .... - zatrzymałem się na chwilę. Czułem jakby ktoś ścisnoł mi gardło sznurem. Mój głos był coraz bardziej zachrypnięty ze strachu.  Mój partnej dokończył:

-A więc ja i Harry jesteśmy Parą. -Oznajmił.



Nasi rodzice patrzyli na nas wielkimi ze zdumienia oczami. Nagle rodzice Louis'a poderwali się z miejsca i szybkim krokiem bez pożegnania wyszli.

Moja mama zawołała nas do siebie i obdarzyła ciepłym uśmiechem.

-Moi kochani.Jeśli się kochacie...- przerwała by złapać oddech i otrzeć łzy które napływały jej do oczu.

-Nic nie stoi wam na drodze do rodości. ciesze się waszym szczęściem i mam nadzieję że wszystkie problemy jakie was spotkają przejdziecie razem. Gdybyście jednak zwontpili w wasze uczucia wiecie gdzie mnie szukać. Nie mogę przecież pozwolić by mój syn popełnił błąd rozstając się z tak wspaniałym chłopakiem jak ty Louis'ie - Zachichotała cicho potem zwróciła się do Lou:

-A ty mój drogi nie marw się rodzicami. Prędzej czy później to zrozumieją. To dla nich wielki szok. Ale wierz mi wszystko się ułoży.- Zbliżyła się do nas i pocałowałą nas w czoła.
Nic nie mówiąc uśmiechnełem się ciepło i odprowadziłam mame do drzwi. Mama jeszcze raz na pożegnanie posłała nam jedno ze swoich matczynych spojrzeń i wyszła.

Zamknełem drzwi i wraz z moim partnerem usiadłem na kanape.
Oboje nie mogliśmy się pozbierać po tym co się stało. Po 10 minutach wzieliśmy się za sprzątanie. Potem poszedłem się wykompać.
Pogrążony w myślach i otulony ciepłem wody lejącej się po moim ciele nie usłyszałem że Louis wszedł do łazienki. Zamknełam oczy.
Nagle poczułem na swoich pośladkach zimny dotyk. Odwróciłem się i zanim zdążyłem się zorientować zostałem pocałowany i wepchnięty w głąb kabiny.
Namiętny pocałunek trfał dosyć długo. Woda kóra cały czas lała się z prysznica spływała nam po twarzach i moczyła włosy. Kiedy oderwałem się z uścisku Louis'a popatrzyłem mu w głęboko w oczy. Nasze czoła zetkneły się. A nasze Nagie ciała zwarły się z jedną całość. Czułem że znalazłem tą osobe na świecie przy której będę szczęśliwy. Znów się zamyśliłem. Z przemyśleń wyrwała mnie seria pocałunków w szyję. To tam Louis najbardziej lubił mnie całować. Moja dłoń zsuwała się ze śliskich pleców chłopaka. Jego ręce które oparł o brzuch również długo nie pozostały na miejscu. Postanowiliśmy wyjść z pod prysznica.
Otarliśmy się ręcznikami i poszliśmy do sypialni.

Byłem padięty po całym dniu.Tyle wrażeń i emocji. Chciałem iść spać. Louis na szczęście zrozumiał to bo również był wyczarpany.
[Oczami Louisa]
Obudziłem się rano. Było już po 10.
Wyciągnełem rękę. Harry'ego nie było. Pośpiesznie wstałem i rozejrzałem się po pokoju. 
 Było pusto. Poszedłem do kuchni. Zastałem tam syto zastawiony stół i mojego chłopaka pichcącego śniadanie.
Złapałem go od tyłu. Loczek podskoczył ze strachu. Odwrócił się i mnie przytulił. Było to bardzo miłe z jego strony że zrobił mi taką niespodziankę. 'Jestem farciarzem' Pomyślałem. Mam wspaniałego kochającego chłopaka, dom, miłość i wszystko czego tylko zapragnę. Jedyna kwestia to rodzice.Miałem nadzieję że zrozumieją i predzej czy później zadzwonią.Możliwe że tylko łudziłem się na coś co miało nie nastąpić, ale nie chciałem teraz o tym myśleć. Była sobota. Siedząc przy stole ja i Harry rozmawialiśmy o planach na popołudnie. Zaproponowałem Harry'emu że zrobię mu niespodziankę. Gdy byliśmy już kawałek drogi od domu, zawiązałem mu oczy. Prowadziłem go uważając by nie upadł.

Po 10 minutach dotarliśmy na miejsce.
Odwiązałem chłopakowi oczy.

To była TA polana. Właśnie ta polana na które się poznaliśmy. Ta sam rzeka i kamień. I ta sama chuśytawka zawieszona na górnej gałęzi drzewa. Harry usiadł na niej by jeszcze raz przypomnieć sobie ten wspaniały dzień w którym nasze życie nabrało koloru.Usiadłem mu na kolanach. Zaczeliśmy rozmawiać, śmiać się i wygłupiać. Biegaliśmy po łące trzymając się za ręce. Jak dzieci. Które nie mogą bez siebie żyć.

Podeszliśmy do drzewa.
Oparliśmy się o kamień.
Wyciągnełem z kieszeni mój scyzoryk który kiedyś dostałem od ojca i wyryłem na drzewie nasze inicjały. Harry otoczył je w serce poczym rozcioł sobie opuszek palca i 'nazmaczył' litery mojego imeinia i nazwiska. Tak samo zrobiłem ja z jego skrótami.
Tego dnia poprzysięgliśmy sobie miłość wieczną. 'Chodźby niewiem co się stało Harry i Louis na zawsze razem pozostaną' Takie oto hasło napisaliśmy na karteczce i włożyliśy pod kamień. Postanowiliśmy wrócić do domu.
 Robiło się już ciemno. W stosunkowo którkim czasie dotarliśmy do domu. Wyszliśmy na balkon. Noc byłą piekna, chodź troszkę chłodnawa. Ale w ramionach Hazzy było mi ciepło i bezpiecznie.